Pokazywanie postów oznaczonych etykietą day in seoul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą day in seoul. Pokaż wszystkie posty

1 sierpnia 2016

[DIS] #12

Ciało o ciało. Czuł ją, na dole, u góry, wszędzie. Nie widział jej twarzy, ale wiedział, że to Ariana. Tylko ona mogłaby być tak delikatna, zdeterminowana i... miła w dotyku jednocześnie. Chciał, żeby nigdy nie przestawała, nigdy...
Obudził się nagle. Otaczała go ciemność. Zmarszczył brwi i klęknął na ziemi. Płytki? Zaczął macać rękami otoczenie. Łazienka. Co się stało? Co tu robił? Gdzie ona jest?
Wstał i ruszył przed siebie. Po dwóch małych krokach trafił na ścianę. Zaczął iść wzdłuż niej.
Nagle usłyszał otwierane drzwi. Odwrócił się gwałtownie. Ktoś był w pokoju obok. Podszedł do drzwi i chwycił za klamkę. Zamknięte. Światło w drugim pokoju się zapaliło. Schylił się, żeby spojrzeć przez szparki na dole drzwi. Męskie buty, zmierzające w jego kierunku. Nagle usłyszał potężny dźwięk uderzenia, aż się skrzywił na chwilę. Mężczyzna upadł. Ktoś go przeciągnął z jego pola widzenia. Po chwili usłyszał kobiece stęknięcie, a potem ciche przekleństwo. Znał ten głos. Ariana.
Wstał i zaczął szarpać za klamkę. Nie rozumiał, co się dzieje, ale czuł, że nie jest to nic dobrego.
- Przestań - usłyszał jej głos. Schylił się i zobaczył ją siedzącą na ziemi pod ścianą po drugiej stronie pokoju. A przynajmniej jej krótkie, czarne spodenki i bose stopy. Widział też kawałek jej nagiego brzucha. Wyglądała inaczej niż gdy się dzisiaj spotkali.
Nagle rzucił mu się w oczy pewien szczegół - na dolnej części jej stopy zauważył nietypowe, sine pręgi. Właściwie to na całych nogach miała blizny i zaczerwienienia, jedne większe, inne ledwo widoczne.
Podciągnęła nogi i objęła je rękoma, jakby nagle do niej dotarło, że on ją widzi, jakby się tego wstydziła. Ktoś ją bił. Tego Jimin był w stu procentach pewien. Jednak podświadomie czuł, że chodzi o coś więcej, że to nie koniec tej historii.
- Ariana, co się stało? Możesz otworzyć drzwi?
- Mogę. Ale tam jesteś bezpieczniejszy. Przedostanie się przez nie zajmie im kilka cennych sekund.
- O czym ty mówisz?
- Nie martw się, już wszystko jest okej. Zadzwoniłam do twojego managera. Będzie tu niedługo...
- Poczekaj... Co...? Skąd wiesz?
- O zespole? Cóż, jesteście tu całkiem popularni.
Zamilkł na dłuższą chwilę.
Wiedziała? Od kiedy? Cały czas udawała? Nie mógł w to uwierzyć. Najpierw Tae, teraz ona... Oni wszyscy to cholerni kłamcy i nic więcej.
- Wypuść mnie - zażądał.
- Tu nie jest bezpiecznie, lepiej zostań tam i siedź cicho. Może ich przyjść więcej, już są w klubie.
- O kim ty mówisz? Co się dzieje?
- Nie musisz się o nich martwić, nic ci nie zrobią, dopilnuję tego.
- Nic nie rozu...
- Cicho. Ktoś idzie. Nie odzywaj się, nic nie rób. Odciągnę ich uwagę na tak długo jak będę mogła.
Wstała nagle i zgasiła światło. Przez chwilę jeszcze się tam krzątała, aż w końcu wszystko ucichło.
Rzeczywiście, Jimin słyszał kroki. Ciężkie, powolne. Były coraz bliżej, aż w końcu ich właściciel się odezwał.
- Maju, nie bój się, nie ukaram cię za twoje nieposłuszeństwo, jeśli teraz wyjdziesz.
Maju? Skrzypienie drzwi.
- Ostatnia szansa. Wiesz, że i tak was znajdę, nie przedłużaj tego.
Cisza.
Kroki. Światło się zapaliło.
- Naprawdę chcesz się bawić w kotka i myszkę, skarbie?
Więcej kroków. Więcej krzątaniny. Przeszukują pokój?
Jimin obserwował ich uważnie. Nie wiedział, co jeszcze może zrobić.
Jeden z nich podszedł do łazienki i pociągnął za klamkę.
- Łazienka jest zamknięta - poinformował beznamiętnie.
- Więc ją otwórzcie.
Ciężkie kroki ruszyły w jego kierunku, a po chwili przemówił ten sam mężczyzna, ich przywódca, jak się zdążył zorientować Jimin.
- Chłopcze, wiemy, że tam jesteś. Nie bój się, nic ci nie zrobimy. Kobieta, która cię porwała jest niezrównoważona psychicznie, popełniła wiele przestępstw, skrzywdziła wiele ludzi. Ale już ci nic nie grozi, jesteśmy tu, żeby ci pomóc.
Zmarszczył brwi. Ariana kryminalistką? Nie potrafił sobie tego wyobrazić. Niezrównoważona psychicznie? No cóż, to wydawało mu się bardziej realne.
Ale miała wiele okazji, żeby mu coś zrobić... Czemu dopiero teraz? To nie miało sensu.
- Jesteś cholernym kłamcą - jak na zawołanie usłyszał głos Ariany.
- Uspokój się, Maju. Chcemy ci tylko pomóc.
- Pierdol się. Zadzwoniłam na policję, zaraz tu będą - zobaczył jej nogi w oddali, stanęła dosłownie na przeciwko łazienki.
- Nie potrafisz kłamać.
- Chcesz się przekonać?
Cisza.
- Otwórzcie łazienkę.
Nagle Ariana ruszyła w tym kierunku.
Trzask.
Jeden z mężczyzn przy łazience upadł na ziemię, a wraz z nim... Szkło? Tak, to było szkło. Usłyszał kilka przekleństw.
Przywódca zrobił krok w jej stronę.
- Uspokój się, nie musisz nikogo krzywdzić.
- Ty chciałeś wyruchać moją całą rodzinę, nie mów mi o... Po prostu nic nie mów.
- Maju, nie wiem, o czym mówisz, to nie jest realne. Nie chcę...
Nie zdążył dokończyć. Jimin usłyszał męski wrzask, nogi Ariany zniknęły mu z pola widzenia. Słyszał, że coś się tam dzieje, jednak nie potrafił wywnioskować, co dokładnie.
I wtedy nagle usłyszał huk. Zamarł. Strzał? Coś upadło na ziemię z impetem. Seria przekleństw.
- Jebana suka.
- Wszystko w porządku?
- Ma ostre zęby, ale to nic. Zajmijcie się nią.
Nie!, chciał wrzasnąć, jednak nie mógł się ruszyć. Co to było?
- Otwórzcie łazienkę.
Odsunął się szybko od drzwi.
- Chłopcze, nie bój się, zaraz zabierzemy cię z tego paskudnego miejsca.
Przełknął ślinę i wstał na równe nogi. Przeszukał szybko rękoma otoczenie. Kran, mydło, ręcznik... Nic przydatnego! Sięgnął niżej i znalazł szczotkę do toalety. Wziął ją do ręki.
Wtedy nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem. Jimin odwrócił się gwałtownie i zobaczył dwójkę facetów. Jeden w kamizelce i w okularach przeciwsłonecznych, kawałek za nim stał trochę grubszy mężczyzna w garniturze. Był prawie łysy, pomarszczony...
- Spokojnie, nic ci nie grozi...
Ten w okularach ruszył w jego stronę, wyrwał mu z dłoni szczotkę i rzucił ją na podłogę, a potem chwycił go delikatnie za ramię i wyprowadził z łazienki.
A Jimin nic z tym nie zrobił. Strach go sparaliżował, nie mógł się w ogóle ruszyć.
- Pamiętasz, co się wyda...? - chłopak zatrzymał się nagle i spróbował wyrwać mężczyźnie, jednak ten go przytrzymał.
- Spokojnie, jesteś w szoku. Nie chcemy cię skrzywdzić, zabierzemy cię do radiowozu...
- Co zrobiliście Arianie? - przerwał mu Jimin. Mężczyzna za nim siłą zmusił go, by szedł dalej.
- Mówisz o Mai? Nic jej nie zrobiliśmy.
Mężczyzna dalej go prowadził za ramię, przed nimi szedł ten grubszy. Wyprowadzili go z pokoju, ruszyli wzdłuż korytarza.
- Słyszałem strzał.
- Ah, to. Spokojnie, nikt nie ucierpiał. Jeden z moich kolegów jest z oddziału specjalnego i miał pistolet. Maja wyrwała mu go i strzeliła, ale na szczęście nikogo nie trafiła. Obezwładniliśmy ją i zabraliśmy do radiowozu. Nie bój się, już cię nie skrzywdzi.
Zeszli schodami na niższe piętro. Znaleźli się w ogromnej sali, z barem, fotelami... Pamiętał ten klub, pamiętał jak go tu zabrała. Tańczyli, śmiali się, dobrze się bawili... Co się potem stało?
Mężczyźni zaczęli go prowadzić do jakiegoś bocznego wyjścia, a gdy znaleźli się tuż przy nim, nagle się zatrzymali.
- O co cho...?
Nie zdążył dokończyć. Jeden z nich nagle przycisnął mu coś do twarzy, drugi go złapał tak, że ledwo mógł się ruszyć. Kręcił głową na wszystkie strony, machał nogami, próbował wszystkiego. Czuł jak ciepło ogarnia całe jego ciało, jak braknie mu tchu. Po chwili zaczął nagle tracić siły, zrobił się senny jak nigdy.
- Jimin! - usłyszał jeszcze znajomy głos. - Zostawcie go!
A potem wszystko zniknęło na dobre.

26 lipca 2016

[DIS] #11

- Śpi - wyszeptałam do komórki, ciągle go obserwując. Chciałam być pewna, że narkotyk, który mu podałam, nie zrobi mu krzywdy.
Siedział tuż obok, niczego nieświadomy. Wyglądał tak niewinnie, tak uroczo. Chciałam go dotknąć, uspokoić, cokolwiek... Jednak nie byłam pewna, czy potrafiłabym się powstrzymać. Nawet przez koszulkę widziałam jego mięśnie. Dobra, nie widziałam, ale przed chwilą poczułam i to było jedyne, o czym mogłam teraz myśleć.
- Świetnie - usłyszałam po chwili odpowiedź. Drgnęłam. Nienawidziłam jego głosu, tego wstrętnego uśmiechu, nienawidziłam jego całego. - Gdzie jesteś? Zaraz będziemy.
Przełknęłam ślinę i spojrzałam na rudego. Marchewkowe kosmyki opadały mu na twarz. Jego połyskujące usta były lekko rozchylone i drgały przy każdym oddechu, ale cała reszta skamieniała. Wyglądał jak rzeźba, perfekcyjna i niecenzuralna rzeźba. Mogłabym patrzeć na niego godzinami.
- Maja. Gdzie jesteś?
Wyciągnęłam przed siebie rękę i delikatnie dotknęłam jego ramienia czubkami palców. Gdy nie zareagował, przesunęłam palcami po jego ręce. Wsunęłam moją dłoń w jego i splotłam nasze palce.
- Odezwij się. Gdzie jesteś?
Nie, nie zasłużył na to.
Ścisnęłam mocniej jego dłoń. Odsunęłam telefon od ucha i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
Nie dam cie skrzywdzić, pomyślałam, rzucając mu ostatnie spojrzenie.
Tak jak ty nie skrzywdziłeś mnie.
Niechętnie go puściłam, wstałam i ruszyłam do łazienki. Wyciągnęłam z telefonu kartę sim i spojrzałam na nią z żalem. To w niej znajduje się wszystko. Jego zdjęcia, nasze rozmowy...
Rzuciłam ją na podłogę i zmiażdżyłam ją piętą, a potem kolejny i jeszcze raz, tak dla pewności. Powinnam pewnie najpierw nałożyć buty albo użyć czegoś innego niż ciała, jednak nie miałam czasu. Poza tym, chyba zasłużyłam na chwilę cierpienia. Prawie go wydałam. Jak w ogóle mogłam wpaść na tak idiotyczny pomysł? Chciałam wrócić do domu, jednak nie takim kosztem.
Gdy tylko się ocknęłam z żałoby za tą nieszczęsną kartą, wrzuciłam telefon do toalety. Nie miałam pojęcia, czy to zadziała, ale nie miałam lepszego pomysłu. Nie mogli nas znaleźć.
Wróciłam do pokoju. Usiadłam obok niego i skuliłam się. Powinniśmy teraz uciekać z tego miejsca. Powinnam go obudzić i wszystko wyjaśnić. Zasługuje na prawdę. Był taki dobry, taki miły i uroczy... Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie traktował. A ja chciałam go sprzedać tym ludziom. Jakim jestem człowiekiem?
Spojrzałam na drzwi. Nie powinno mnie tu być. Nie powinno nas tu być. On powinien dalej żyć w swojej bezpiecznej nieświadomości, a ja... No cóż, robić to co zwykle.
Najlepiej by było jakby mnie tu nie było. Jeśli ruszyliby w pościg, byłby bezpieczny. On i reszta zespołu.
Jednak nie mogę tak ryzykować, to tylko jedno wielkie "jeśli". Nie mogę go na razie zostawić, nie póki jest sam. Bezbronny. Nieświadomy niebezpieczeństwa, które po niego idzie. Ktoś musi go obronić.
Tylko jak? Nie możemy tu zostać, ale nie dam rady go stąd zabrać, a sam w najbliższym czasie na pewno się nie ruszy. Po co ja w ogóle do nich dzwoniłam, jestem straszną idiotką.
Dobra, spokojnie. Na pewno coś wymyślisz. Jak zawsze.

25 lipca 2016

[DIS] #10 "Turn it up"

Nogi poprowadziły go same. Przez całą drogę miał pustkę w głowie. Jakby wampir wyssał wszystkie jego myśli. Więcej, wszystkie czynności życiowe. Usiadł na ławce.
Jungkook się głodzi, nagle rozbrzmiało w jego umyśle. Pokręcił głową, jakby chciał strzepnąć tą myśl z siebie. Bezskutecznie. To było realne.
Podkurczył nogi i objął je rękoma. Uszczypnął się w ramię. A potem jeszcze raz. I kolejny, szczypał to samo miejsce dopóki ból był nadal dokuczliwy. Czuł jak gniew w nim narasta.
Idiota, pomyślał. Jak mógł to ukrywać? Jak oni wszyscy mogli to ukrywać?
Jednak jego umysłem szybko zawładnęła inna myśl - co zrobić, żeby im pomóc?
- Znowu się spotykamy - usłyszał nagle za sobą. Zamarł w bezruchu. Nie spojrzał na nią, nic nie powiedział.
- Chim Chim? - usiadła obok niego. - Co się stało?
Wdech. Wydech. Wdech.
Czas na męską decyzję. Nie będzie lepszej okazji.
Nie możemy się na razie spotykać, pomyślał, jednak nie mógł tego z siebie wydusić. W czasie gdy całe życie idola wysysało z niego energię, to właśnie ta dziewczyna była jego ogromną ładowarką. Nie chciał, żeby tak było, nie chciał się uzależniać od nikogo, ale taka była prawda. W świecie, gdzie wszyscy wokół znali jego imię, ona jedyna nie była niczego świadoma. Była prawdziwa. I niezwykła. Chciał pomóc chłopakom, ale nie takim kosztem. Nie chciał z niej rezygnować.
- Czy ty płaczesz? - usłyszał jej cichy głosik i szybko odwrócił głowę. Po chwili poczuł jej głowę wtulającą się w jego bark, jej dłonie niepewnie obejmujące jego ramię. Podkurczył się jeszcze bardziej.
- Nic mi nie jest.
- Widzę - zaczęła wodzić palcami po jego nagich rękach.
- Gorszy dzień.
- Znowu się pokłóciłeś z kolegą?
Podniósł głowę i spojrzał na nią. Nie sądził, że będzie o tym pamiętała.
- Coś w tym rodzaju.
Brodę oparła na jego barku i skierowała na niego te lekko uśmiechnięte, szczenięce oczy. Dopiero zauważył, że "ukradła" jego jedną rękę i schowała ją w luce między swoimi podkurczonymi kolanami, a brzuchem. Splotła ich palce, a drugą dłonią dalej wędrowała po całej ręce. W górę i w dół, w górę i w dół... Nie mógł się skupić. Była tak blisko.
- Na pewno wszystko będzie okej.
- Jasne, nie martw się - uśmiechnął się do niej mimowolnie. Taehyung od razu by się domyślił, że jego serce właśnie rozpada się na milion kawałków i od razu by zareagował, jednak Ariana jedynie kiwnęła głową i uśmiechnęła się do niego.
Gdyby tylko wiedziała...

***

Spędzili razem cały dzień. Znowu. Na początku siedzieli w niezręcznej ciszy, jednak w końcu znaleźli "bezpieczne" tematy do rozmowy. Gadali o jedzeniu, rodzinie, o tańcu... Opowiedziała mu o swoim licznym rodzeństwie, o domku na farmie, gdzie spędziła większość swojego życia, o swojej pasji i właściwie całą swoją historię, aż do pobytu w Seulu. On również nie pozostawał jej dłużny, powiedział jej o wszystkim, jedynie lekko naciągając historię, żeby zespół dalej pozostał tajemnicą.
Siedzieli teraz na ławce. Ari przeciągnęła się i ziewnęła.
- Zamknij buzię, bo ci krowa nasika.
- Ale jesteś dziecinny.
- Chyba ty.
Ari spojrzała na niego ze zmarszczonym nosem. Po chwili oboje wybuchli śmiechem.
- To jest takie głupie - przetarła oczy swoimi małymi piąstkami.
- Nie musisz mi tego mówić.
Jimin spojrzał na mały, biały zegarek na jej nadgarstku. Wpół do dziewiętnastej.
- Dobra. Muszę już...
- Ani mi się waż - przerwała mu.
- Muszę iść.
- Nie musisz. Mamy na dzisiaj plany.
- Mamy?
- Tak. Trzeba cię troszkę rozluźnić - dźgnęła go palcem w brzuch i chciała to zrobić jeszcze raz, jednak Jimin chwycił jej nadgarstek. Wtedy dźgnęła go drugą ręką.
- Przestań - chciał złapać jej drugą rękę, jednak schowała ją za plecami.
- Uuu, teraz to się zlękłam. Dobra, idziemy - wstała żwawo i pociągnęła go za sobą. Zdziwiło go jej zachowanie. Zwykle była bardziej spokojna, senna. Nieśmiała, jakby nie chciała z nim w to dalej brnąć. Teraz coś się zmieniło.
- Gdzie?
- Zobaczysz.

***

Ludzie, mnóstwo ludzi. Mgła. Nie, to dym. Światło. Czerwone, czarne, znowu czerwone... Stroboskop. Jasno, ciemno, jasno, ciemno. Jeśli czerwono to jasno. Muzyka. Raczej dudnienie.
Nagle poczuł czyjąś dłoń na twarzy, ciało ocierające się o niego, właściwie wiszące na nim. Chwyta je w locie. Jedna ręka na wypukłości, druga trochę wyżej. Postać ściska go nogami, prawie upada do przodu, jednak odzyskuje równowagę. Czuje jej oddech na szyi, wędruje coraz wyżej.
I znika. Ktoś go łapie za rękę i próbuje ciągnąć w inną stronę. Nie opiera się. W końcu tłum się rozluźnia, światła gasną, a on znowu może oddychać. Nagle ktoś go popycha. Upada, uderza w noś plecami. Miękko. Skórzane? Fotel. Nie, większe. Kanapa. Po chwili postać siada na nim. Czuje jej palce, muskające jego obojczyki, pierś... Jimin sięga rękoma niżej, próbuje zdjąć koszulkę, jednak postać go powstrzymuje, chwyta jego nadgarstki i unieruchamia nad jego głową. Czuje jej oddech, jej usta muskające jego szyję, uszy, policzki... Chce więcej, znacznie więcej. Próbuje się ruszyć, wziąć to, czego ona nie chce mu dać, jednak jest taki zmęczony, taki słaby.
Ona dalej się z nim bawi, drażni go. Jednak Jimin chłonie ją, jej energię i to, co ma do zaoferowania całym sobą, dopóki i ona nie znika.

23 czerwca 2016

[DIS] #9

"Ariś 23:14 ChCh ratunku"
"Ja 23:17 ???"
"Ariś 23:17 surykatki"
"Ariś 23:18 one mnie jedzo"
"Ja 23:20 smacznego w takim razie"
"Ariś 23:23 spłoniesz w piekle"
"Ja 23:29 Idź spać."
"Ariś 23:30 zjem cię"
"Ja 23:34 Jesteś pijana?"
"Ariś 23:34 coś ty ja nie piję"
"Ariś 23:35 poza wtedy gdy piję"
"Ja 23:39 Jesteś w domu?"
"Ariś 23:40 jasne w końcu nie mam przyjaciół więc gdzie miałabym być"
"Ja 23:44 Masz mnie."
"Ja 23:47 Idź spać, bo będziesz brzydka."

Jimin spotykał się z Arianą już od kilku dni. Gdy znajdował wolną chwilę, od razu umawiał się z nią w parku. A ona zawsze się pojawiała. Jeśli akurat miał coś zaplanowane, bez przerwy z nią smsował, dopóki ktoś nie zwracał mu uwagi, że za długo siedzi z nosem w telefonie. Jednak nie przejmował się tym, przynajmniej póki nikt otwarcie o nic nie pytał.
Tego dnia Jimin obudził się rano dziwnie wypoczęty i uśmiechnięty. Otworzył na chwilę oczy, jednak nadal było ciemno, więc wtulił się mocniej w poduszkę.
Całą noc nie mógł spać. A raczej ktoś mu nie pozwalał. Smsował z Arianą do północy, a może i nawet dłużej. Już sam nie pamiętał. Jednak mimo wszystko czuł się wyjątkowo dobrze.
Po chwili zmęczyła go ta bezczynność, więc powoli wyślizgnął się spod kołdry i położył swoje nagie stopy na puszystym, białym dywaniku. Na moment zastygł w tej pozycji, delektując się każdą sekundą tej zwyczajnej czynności, a potem bez pośpiechu wstał i wyszedł z pokoju. Przeszedł cały korytarz na palcach, próbując nikogo nie obudzić, i zatrzymał się dopiero przy lodówce. Przez chwilę oglądał jej zawartość, a potem wyciągnął z niej truskawkowy jogurt pitny.
Oparł się o blat i zaczął ospale siorbać jogurt. Jego mózg był po prostu wyłączony, przez dłuższą chwilę skupiał się jedynie na tym, by nie wylać jogurtu.
Wtedy podniósł wzrok, który spoczął na blacie na przeciwko. Nagle przed oczami stanęła mu scena z amerykańskiego filmu - chłopak chwyta dziewczynę i sadza ją na tym blacie, zbliża się do niej i może zrobić dosłownie wszystko co tylko zechce. Uśmiechnął się i wcale nie zatrzymywał swoich myśli, gdy powędrowały w dosyć niegrzecznym kierunku.
Od zawsze nawiedzały go dziwne pomysły, jednak odkąd zaczął się spotykać z Arianą, te "wizje" nawiedzały go coraz częściej. I tylko czekał na dzień, w którym się one wszystkie spełnią.
Gdy tylko ocknął się z transu, zapisał ten "incydent" do specjalnej szufladki w swojej głowie, a potem wziął kolejnego łyka jogurtu i spokojnie ruszył w kierunku wyjścia na balkon.
Czy to przypadek, że akurat w tym momencie zrobiło mu się strasznie gorąco?
Otworzył drzwi. Zimne, poranne powietrze uszczypnęło go w policzki, ale się tym nie przejął. Mieli stąd widok na cały Seul, a przynajmniej jego ładniejszą część - tą, z której wschodziło słońce. Odkąd spotkał Arianę, przychodził tu codziennie rano i delektował się widokiem miasta powracającego do życia. Było to niezwykle odprężające, a on w tej chwili chwytał się wszystkich "relaksaczy".
Wziął głęboki wdech, wpatrując się gdzieś w horyzont.
Przeszedł przez framugę.
I zastygł.
Na drugiej stronie balkonu, pod ścianą, siedział Taehyung. Spojrzał w górę na przybysza i uśmiechnął się tak smutnym uśmiechem, że Jimin prawie rzucił wszystko w diabły, żeby tylko go rozweselić. Prawie.
- Musimy pogadać - oznajmił Tae, przykładając coś do ust. Jiminowi zajęło chwilę zidentyfikowanie tego przedmiotu.
- Od kiedy palisz? - spytał zaskoczony. Przypomniały mu się czasy, w których byli jeszcze trainee, Taehyung zawsze gdy się czymś denerwował, wychodził w tajemnicy na papierosa. Gdy zadebiutowali, udało im się go od tego odzwyczaić. A przynajmniej Jimin był o tym święcie przekonany. Aż do dzisiaj.
- To nie jest najważniejsze.
- Teraz jest. Jeśli będziesz palić, popsujesz sobie głos, wygląd...
- Przestań pierdolić i siadaj - warknął Taehyung, przesuwając się, żeby zrobić dla niego miejsce. Jimin, zszokowany jego reakcją, posłusznie wykonał polecenie. Tae zaciągnął się kilka razy, zanim znowu się odezwał.
- Nie uciekaj.
- Co? - Jimin spojrzal na niego kątem oka i zmarszczył brwi.
- Ten zespół się rozpada. Nie możesz uciekać. Potrzebuję cię tutaj.
- Co? Tae, o czym ty mówisz?
Taehyung zaciągnął się porządnie i wypuścił powoli dym, zanim mu odpowiedział.
- Jungkook się głodzi. Yoongi i Hobi prawie nie śpią. Jin o niczym nie wie, a Namjoona to wszystko przerasta. - wypalił na jednym tchu, a potem znowu przyłożył papierosa do ust. - A ja znowu palę. - warknął ze złością, a potem ugasił peta o posadzkę. Jimin obserwował go jedynie z szeroko otwartymi ustami.
Co?, przeszło mu przez myśl, jednak nie był w stanie wydusić ani słowa. Kompletnie się tego nie spodziewał.
Albo się nawalił i go wzięło na zwierzenia albo to bardzo kiepski żart, pomyślał.
Tae przez chwilę bawił się niedopałkiem, a potem spojrzał na przyjaciela. Podniósł powoli dłoń i zamknął mu usta.
- Więc nie możesz zniknąć.
- Tae... - Jimin nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Przed chwilą jeszcze wszystko było okej, a teraz nagle... Zacisnął usta i odwrócił wzrok. - Przecież nie uciekam. Nie zniknę.
- Ta dziewczyna...
- Skąd wiesz?
- Nie wiedziałem. - wzruszył ramionami. - Jimin, to zły pomysł. Takie historie nigdy nie kończą się dobrze.
- Bo co, jeszcze się zakocham, co nie?
- Opuścisz nas dla niej?
- Może ja nie chcę wybierać?
- Kiedyś będziesz musiał.
Zamilkli. Jimin zacisnął usta i zaczął wędrować palcem po nierównościach na ścianie. Oparł na niej głowę i westchnął głęboko. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę, dopóki Jimin się nie odezwał.
- Czemu dopiero teraz mi to wszystko mówisz? O chłopakach? Przecież takie problemy nie rodzą się z dnia na dzień.
- Myślałem, że sobie poradzę. Im mniej osób wie, tym lepiej.
- Od kiedy?
- Jimin, to nie jest ważne...
- Kiedy to się zaczęło?
- Powinniśmy się skupić na tym, żeby im pomóc.
- Tylko my wiemy?
- Jimin...
- Odpowiedz - warknął chłopak, odwracając się do Taehyunga. Ten zamknął oczy i westchnął zanim odpowiedział.
- My i Namjoon. Nikomu więcej nie mówiłem.
- A Jungkook? Yoongi...?
- To skomplikowane.
- Taehyung! Jesteśmy zespołem, powinniśmy...
- Przestań. Nic nie rozumiesz. Jeśli reszta się dowie, nie damy rady tego ukrywać. Wszyscy poznają prawdę. Nasi fani...
- I co z tego?! - przerwał mu Jimin i zerwał się na równe nogi. Nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel był w stanie to ukrywać przed wszystkimi. A jeszcze bardziej nie mógł uwierzyć w to, że nikt się nie zorientował.  - Ich zdrowie jest ważniejsze!
- Jeśli fani się dowiedzą - kontynuował spokojnie Taehyung - nikomu to nie pomoże. Jimin, pomyśl spokojnie. Możemy sami to rozwiązać.
- Czy ty sam się słyszysz? Przed chwilą nie poradziłeś sobie z tym sam, a teraz myślisz, że we dwójkę damy radę?
- Na pewno mamy większe szanse.
- Nie.
- Jimin, pomyśl spokojnie, sam mówiłeś, że ich zdrowie jest najważniejsze, więc na tym powinniśmy się teraz skupić.
- Sami nie damy rady.
- Jimin. Obiecaj, że nikomu nie powiesz.
- Nie mogę.
- Proszę. Zespół się rozpada...
- A ty wcale nie pomagasz. Jesteś dwulicowy, niby taki wspaniały przyjaciel, a żeby ukrywać coś tak ważnego...
Cisza.
- Wyjdź.
Jimin zacisnął zęby.
- Nie pal - rzucił na odchodne.

5 czerwca 2016

[DIS] #8 "Here and now"

Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Tyle czasu się z nim męczyłam (miałam go napisanego właściwie zaraz po poprzednim) i nadal nie jest idealny. Jednak już nie wiem, co z nim zrobić, więc publikuję. Najwyżej później zedytuję. XD


Biegł tą samą drogą, tym razem sam, myśląc o tej całej sytuacji, bezustannie odtwarzając tą scenę w myślach. Powinien się chyba już przyzwyczaić do szybkiego trybu życia, jednak to spotkanie było naprawdę ekspresowe. Dopiero co się spotkali i już musiał wracać.
Ona też uciekła, podpowiedział mu głos w głowie, jednak chłopak go zignorował.  Postanowił w ogóle nie poruszać tego tematu, bo prawdopodobnie doszedłby do samych nieprzyjemnych wniosków.
Tak bardzo chciał mieć więcej czasu. Dwadzieścia cztery godziny to zdecydowanie za mało na obowiązki, przyjemności i sen. Przynajmniej dopóki nie chce z niczego rezygnować.
Wbiegł po schodach, wskakując na co drugi schodek, a potem z impetem wpadł do mieszkania.
- Szlag! - usłyszał zza drzwi. - Uważaj, farfoclu!
Taehyung spojrzał na niego z grymasem na twarzy, masując się po czubku głowy.
- Już drugi raz dzisiaj, grabisz sobie, rudy.
- Przepraszam - Jimin bez chwili namysłu złapał Tae pod uszy, przyciągnął do siebie i cmoknął w czubek głowy. - Chłopaki już o mnie pytali?
- Co? - brunet szybko wyrwał się z uścisku Chim Chima i spojrzał na niego z obrzydzeniem. - Dobrze się czujesz?
- Tae, wysłałeś do mnie SMSa - Jimin przewrócił oczami z zniecierpliwieniem. Spojrzał w głąb mieszkania zanim Tae zdążył odpowiedzieć i dostrzegł kilka postaci w łazience.
- Ała? Cierpię?
- Co się dzieje?
- Nie umiesz się bawić.
- Taeś!
- No już, już, dobra. Może i jesteś nudziarzem, ale masz farta. Sesja przesunięta o godzinę, bo fotografowi coś na szybko wypadło. Reszcie powiedziałem, że poszedłeś się przewietrzyć, bo nie mogłeś wytrzymać tego zapaszku. Gdyby nie ja to byś już wpadł, głupcu.
- Dzięki, Taeś, jesteś najlepszy - zanim Tae dokończył, Jimin dosłownie rzucił się na przyjaciela i go mocno uściskał, a potem, nie zwracając uwagi na reakcję Taehyunga, szybko przekradł się do swojego pokoju. Zdążył przebrać się w coś bardziej "wyjściowego", zanim przyszedł do nich manager i ogłosił, że muszą iść. Na podjeździe czekały już dwa czarne samochody z przyciemnianymi szybami, co trochę zdziwiło Jimina. Zwykle podróżowali jednym, większym autobusikiem.
Postanowił jednak zignorować ten szczegół i wszedł do pierwszego z brzegu, a tuż za nim Taehyung i Jungkook. Z przodu usiadł Yoongi, który od razu nałożył słuchawki i zasnął, zanim jeszcze zdążyli ruszyć.
Na planie spędzili cały dzień. Taehyung chodził za Jiminem krok w krok, więc ten nie miał nawet chwili spokoju, żeby napisać do Ariany. Z drugiej strony to może dobrze, jeśli też miała spotkanie to nie chciał jej przerywać.
Nie, wróć. Wręcz przeciwnie, chciał jej przerwać, najlepiej w najgorszym możliwym momencie, żeby się speszyła, możliwe, że narobiła sobie kłopotów, ale mimo wszystko - odpisała. Ale nie powinien. Nie chciał, żeby się na niego wkurzyła. Dwa spotkania to za krótka znajomość na takie wybryki, nawet jeśli wierzył w jej zapewnienia o jej bezgranicznym poczuciu humoru.
Po sesji musieli jeszcze zaczekać na transport, tak więc w drogę powrotną do domu ruszyli już po zmroku. W samochodzie znaleźli się w tym samym składzie. Yoongi i Jungkook od razu zasnęli, ale Taehyung dalej ukradkiem obserwował kolegę.
- Masz jakiś problem? - spytał w końcu Jimin i spojrzał w końcu na Taehyunga. Ten podniósł dumnie głowę i dalej go obserwował. - Wkurzasz mnie.
- Czym niby? Nic nie robię.
- No właśnie. Nie możesz powygłupiać się z Kookim czy coś? Daj mi spokój.
- Nic nie robię - powtórzył Tae.
- Boże, przecież wiem, że masz ból tyłka o to, że nie chcę ci powiedzieć, gdzie byłem.
- Więc może po prostu mi powiedz?
- Może po prostu nie?
- W czym problem? Nie ufasz mi?
- Wkurzasz mnie.
- I vice versa.
Jimin zacisnął usta i odwrócił wzrok. Taehyung zawsze był irytujący, jednak w pozytywnym tego słowa znaczeniu (o ile takie istnieje). Teraz jednak przebijał samego siebie.
- Coś się stało? - spytał niespodziewanie rudowłosy, odwracając się gwałtownie do Tae. Wystarczyła ta jedna sekunda, zanim jego kolega odwrócił wzrok, żeby już znał odpowiedź na to pytanie.
- Poza tym, że właśnie wbiłeś nóż w serce swojego kochanego, wkurzającego przyjaciela? Nie, wszystko w porządku - warknął V i skrzyżował ręce.
- Nie chodzi o mnie, prawda? - nagle olśniło Jimina. - Od rana się gapisz. Co jest?
Tae zacisnął lekko usta, ale dalej utrzymywał kontakt wzrokowy. Wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę, zanim Taehyung zmrużył oczy. Zupełnie jakby chciał się wwiercić w jego duszę, odkryć sekret Jimina zanim on odkryłby jego. Skądś znał ten wzrok.
- Przerażasz mnie - dodał po chwili szeptem Jimin. Brunet na moment zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał, a potem szybko odwrócił wzrok i spojrzał za okno.
Jimin odczekał kilka minut, a gdy Tae nadal nic nie powiedział, wyciągnął telefon.
Dobry przyjaciel pewnie w tym momencie próbowałby dowiedzieć się, o co może chodzić, co się stało i w ogóle. Jednak Jimin dobrze znał Taehyunga i wiedział, że nic z niego nie wyciągnie, póki on sam mu nie powie. Poza tym, myśli Jimina krążyły wokół innej osoby.
"Ja 19:48 Przepraszam, nie chciałem, żeby tak wyszło. Spotkamy się jutro? Na tym placu zabaw?"
Nie był pewien, czy potrafi tam znowu trafić, ale jeśli Ariana się zgodzi, znajdzie go. Chociażby miał przejść wszystkie szlaki w google maps.
Na szczęście odpowiedź przyszła całkiem szybko, nawet nie zdążył wrócić myślami do Taehyunga.
"Ariś 19:51 A będzie fajnie?"
"Ja 19:52 Ze mną zawsze jest fajnie!"
"Ariś 19:57 Tobie jest, bo sobie pomacasz chociaż."
Naprawdę starał się nie szczerzyć do ekranu, jednak nie było to łatwe. Zerknął na Tae, jednak on już zasnął na ramieniu Jungkooka. A przynajmniej udawał, że go nie obserwuje.
"Ja 19:59 A kto ci zabrania?"
"Ariś 19:59 To do jutra <3", zakończyła niespodziewanie tą krótką wymianę zdań. Jimin wysłał jeszcze kilka SMSów, próbując nawiązać jakoś rozmowę, jednak nie doczekał się odpowiedzi. Wrócił do jej ostatniej wiadomości.
Poczuł jak jego policzki płoną. Szybko odwrócił głowę w stronę okna, przytulił twarz do swojego ramienia, zamknął oczy i uśmiechnął się od ucha do ucha, nie mogąc zapanować nad emocjami. Miał nadzieję, że reszta naprawdę śpi, nie chciał, żeby go widzieli w takim stanie. Wtedy nagle zrozumiał, czym są "feelsy" o których tyle słyszał. Cieszył się jak małe dziecko, chciał skakać, śpiewać, śmiać się, piszczeć, a najlepiej wszystko na raz.
A jedynie umówił się z obcą dziewczyną na wzajemne molestowanie.
Gdy ta myśl nawiedziła jego umysł, od razu zaczerwienił się jeszcze bardziej i zakrył się szczelniej kapturem.
Nigdy właściwie nawet za ręce się z nikim nie trzymał, a co dopiero, żeby coś więcej...
Chociaż dzisiaj już przekroczyłeś tą granicę, pomyślał, przypominając sobie chwilę, w której usiadł na Ari, gdy jego uda ją objęły i niewiele brakowało, żeby do czegoś doszło.
Ale nie doszło, zmarszczył brwi. Nie miało to zbyt wiele sensu dla niego. On jest atrakcyjny, ona też, dobrze się dogadywali, więc dlaczego wtedy to przerwała?
Pokręcił głową, odpędzając od siebie tą myśl. Chciała się znowu spotkać. Czyli nie uciekła specjalnie. Albo uciekła specjalnie, a to wszystko było jedną wielką grą, która i tak zakończy się happy endem. Albo się prześpią i już nigdy więcej się nie spotkają. Albo...
Zbyt wiele teorii. Im dłużej o czymś myślisz, tym więcej masz do myślenia. Płyń z prądem, nie przejmuj się tym, co będzie, myślał. Gdzieś już to słyszał. Może w co drugiej "nowoczesnej" piosence? W każdym razie, ten tekst był całkiem mądry.
Może już nigdy nie mieć takiej okazji. Ona nie wie, kim jest. Wcześniej myślał jedynie o tym, żeby się z nią zakolegować, poznać ją, zanim ona zdążyłaby poznać go. Jednak po dzisiejszym spotkaniu, a potem po sesji, gdy znowu czuł na sobie wzrok wszystkich, gdy mógł sobie wyobrazić kolejne scenariusze, do których nigdy miało nie dojść... Chciał czegoś więcej.
Jasne, gdyby poprosił na fanmeetingu, na pewno znalazłoby się wiele chętnych na "coś więcej". Ale on nie chciał, żeby to robiły, bo jest sławny, bo "to ten z BTS". Chciał, żeby to się stało samoistnie.
Teraz to było możliwe.
Przynajmniej dopóki nie odkryła jego tożsamości.
Ale mimo to, był gotów poczekać, rozwijać tą znajomość, zbliżać się do niej, dopóki Ari również nie uzna "ich" za możliwe. Nie chciał nic przyspieszać, nawet gdy pragnął, by już do czegoś doszło.
To próbował sobie wmówić przez resztę drogi. Chciał być "tym dobrym", chłopakiem, z którego dumny byłby nawet ojciec jego ukochanej.
Jednak gdy tylko postawił stopę na twardym betonie, a do jego płuc wdarła się nowa dawka tlenu, coś do niego dotarło.
Nie chciał już czekać. I tak siedział bezczynnie o te kilka lat za długo. Przez tą całą sprawę z "byciem idolem", nie miał kompletnie czasu na randki i dziewczyny. Nie żeby teraz miał. Jednak jak już się wyrywać z tej złotej klatki to lepiej iść na całość, co nie?
Chciał ją, tu i teraz.

2 maja 2016

[DIS] #7 "The most beautiful moments"

Szedł spokojnie brzegiem chodnika i zastanawiał się, co jej powiedzieć. Słońce już delikatnie muskało jego skórę (a przynajmniej to, co wystawało spod jego "kamuflażu") i było to na tyle przyjemne, że aż tak mu się nie śpieszyło, żeby już dojść do parku. Nie miało to zbyt wiele sensu, ale przed tym spotkaniem stresował się nawet bardziej niż przed występem. Ale równocześnie czuł wyjątkowe, prawdziwe podekscytowanie, prawdziwe, a nie to ożywienie przed wyjściem na scenę, które stało się jego rutyną, z którym nauczył się żyć.
Nie rozumiał, czemu po zaledwie jednym spotkaniu tak na niego działała.
Fascynacja tym, co nieznane?
Możliwe.
Albo doszedł do tego momentu, w którym występy stają się nudnym, monotonnym obowiązkiem. Potrzebował urozmaicenia. Odrobiny szaleństwa. Chciał wyrwać się ze złotej klatki, której do niedawna w ogóle nie widział. Przypomniała mu się rozmowa ze stylistką (od której właściwie wszystko się zaczęło, za co nagle zapragnął jej podziękować) i zrozumiał, że ją okłamał. Wszyscy artyści, w mniejszym lub większym stopniu, są trzymani na smyczy. Przez wytwórnie, harmonogramy, fanów... Własne marzenia. Nie chciał tak żyć. Nie jest zwierzątkiem na pokaz. Nie jest nikomu nic winien. Jest człowiekiem. Jest wolny.
Doszedł do zakrętu, za którym znajdował się park, gdy nagle ktoś złapał go mocno za rękę i zamaszystym ruchem pociągnął w drugą stronę. Jimin odwrócił się gwałtownie i bez chwili namysłu zaczął biec za malutką postacią w szarym kapturze, która nadal trzymała go kurczowo. Wbiegli w pierwszy lepszy zakręt, a potem następny i kolejny, tak że chłopak kompletnie stracił poczucie miejsca i czasu. Mijali bloki wymieszane z małymi, staromodnymi chatkami, biegli po trawie, po ulicy, przez murki... Wszystko zmieniało się tak szybko, że już nie był pewny, czy nadal byli w Seulu. Czy to źle, że w ogóle się tym nie przejął?
Gdy postać nagle zwolniła, Jimin przebiegł jeszcze kilka metrów, zanim również się zatrzymał. Dziewczyna oparła się o kolana i zaczęła głośno dyszeć, chwiejąc się w przód i w tył.
- Hej - wykrztusiła między oddechami, na co chłopak parsknął śmiechem.
- Co to było?
- Co co było? - spytała z uśmiechem na twarzy, prostując się. - Trzeba dbać o formę, co nie?
- Najpierw trzeba by ją mieć.
- Wypraszam sobie - wydyszała i podniosła palec, jakby chciała coś jeszcze dodać, ale szybko go opuściła. - Dobra, nieważne.
Opuściła głowę i zamknęła oczy. Była cała czerwona, ale nie wyglądała jakby jej to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, uśmiechała się szeroko i jakby specjalnie odgarniała włosy, żeby mógł ją zobaczyć.
Zupełnie inny człowiek, pomyślał, przypominając sobie chwilę, w której się poznali. Cieszył się, że udało mu się wywołać taką zmianę. Jednak po chwili uśmiech zszedł z jego twarzy. W jego głowie kłębiło się mnóstwo pytań. Nadal mu nie powiedziała, jak tam trafiła, kiedy ani przez kogo... Mimowolnie myślał o tym przed snem, a każda kolejna teoria była bardziej szalona od poprzedniej. W końcu doszedł do wniosku, że najlepiej będzie po prostu ją spytać. Jednak jak miał to zrobić, gdy ona unikała tego tematu jak ognia i zachowywała się, jakby nic się nie stało?
Nagle usłyszał huk, który wyrwał go z zamyślenia. Dziewczyna siedziała na ziemi, z głową opartą na kolanie.
- Ari? Ari, co jest? - Jimin podbiegł do niej szybko i przykucnął obok.
- Nic... Ja... - wydyszała, nadal na niego nie patrząc. - Pić, tylko pić...
- Jasne - wstał, zanim zdążyła dokończyć. Wziął ją na ręce i w półbiegu przeniósł na najbliższą ławkę.
- Zaraz wracam - mruknął, kładąc ją ostrożnie na ławce. Pobiegł do najbliższego spożywczaka, w drodze wyciągając z bluzy jakieś drobniaki. Ledwo mu starczyło na najmniejszą butelkę.
Zanotować, nosić ze sobą pieniądze, pomyślał, wychodząc ze sklepu. Dziewczyna akurat próbowała wstać.
- Stój, bo strzelam! - wrzasnął i wycelował w nią butelką. Ari podskoczyła przerażona, a potem spojrzała na niego z szeroko otwartymi ustami i parsknęła śmiechem.
- Żartowałem - stwierdził z pełną powagą, gdy już znalazł się tuż obok niej. - Będę tylko twoim pielęgniarzem. Siadaj - powiedział i popchnął ją lekko na ławkę. Odkręcił butelkę i podał ją dziewczynie. Ta najpierw spojrzała na nią niepewnie, ale po chwili namysłu zaczęła powoli pić i przestała dopiero, gdy w butelce została niecała połowa płynu.
- Dzięki - uśmiechnęła się do niego, podając mu butelkę. - Przepraszam za to.
- Za co niby? Nie przepraszaj, to przecież nie twoja wina, że zasłabłaś. Prawda? Nie stosujesz jakieś głodówki wodnej ani nic takiego?
- Nowy rodzaj diety?
- Wyjęłaś mi to z ust. Już lepiej?
- Tak, dzięki. Chyba nie powinnam tyle biegać jak na pierwszy raz.
- Pierwszy raz? I to niby twoje "dbanie o formę"?
- Lepiej późno niż wcale - powiedziała, spoglądając za siebie. Prosto na plac zabaw.
- Po to mnie tu sprowadziłaś? - spytał, podążając za jej wzrokiem.
- Właściwie... Nie do końca, ale skoro sam proponujesz... - odwróciła się do niego i uśmiechnęła się niewinnie. Wstała szybko, zanim zdążyłby coś powiedzieć, złapała go za rękę i pociągnęła w tamtą stronę.
- Ari, dopiero co...
- Boże, jakie te huśtawki małe, ledwo się do nich zmieszczę! - przerwała mu nagle, podbiegając do huśtawek i zostawiając go w tyle. - Ty może lepiej nie próbuj, grubasku.
- Ej, ja mam węższe biodra, mądralo! - podbiegł do niej i zajął miejsce obok. Dziewczyna nie odpowiedziała, więc spojrzał na nią po chwili i od razu spanikował.
- Znaczy... Ja nie o tym! Jesteś dziewczyną, to normalne!
- Taa, zwal wszystko na hormony - warknęła, odpychając się od ziemi.
- Ja przecie...
- Myślałam, że jesteś inny.
- Ale...
- Że potrafisz się przyznać do błędu... - mruknęła ze łzami w oczach.
- Co...?
- A ty...
- Ale to naprawdę wina hormonów przecież! - wykrzyczał, zanim zdążyłaby mu przerwać, zrywając się z huśtawki i stając przed nią. - Ari, przepraszam, ja, ja nie chciałem nic...
- Ci-i-i-... - syknęła, podnosząc palec do góry. - Za bardzo się wczułeś.
- Co? - zmarszczył brwi zdezorientowany.
- Zluzuj majty. Żartowałam.
Co?, powtórzył w myślach. W jednej chwili z jej oczu zniknęły łzy, a ona uśmiechnęła się do niego szeroko.
- Sorki, powinnam była chyba cię uprzedzić, że jestem zepsuta do szpiku kości - parsknęła śmiechem, jakby to, co powiedziała było dowcipem pierwszej klasy. - Mam taką zaletę, że możesz ze mną żartować ze wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. Ale mam również wadę - ze mną możesz żartować ze wszystkiego. Nie lubię jak jest sztywno. Więc jeśli masz zamiar brać wszystko na...
Nie zdążyła dokończyć. Chłopak nagle do niej podszedł, bardzo blisko, zmuszając ją do zejścia z huśtawki i zrobienia kroku w tył, a potem bez ostrzeżenia złapał ją za żebra.
- serioooo.... - Ari próbowała jeszcze odskoczyć, jednak huśtawka zablokowała jej drogę ucieczki. Schyliła się, żeby przejść pod siedzeniem, jednak wtedy Jimin stanął jej na stopie, przez co z impetem wylądowała na ziemi, a chłopak tuż za nią, gdy tylko ominął huśtawkę.
- Nigdy. Więcej. Tak. Nie. Rób - mówił, z każdym słowem zaciskając palce na jej żebrach. Ari próbowała go powstrzymać, wyrwać się z uścisku jego ud, jednak nie miała żadnych szans. Gdy skończył, położył ręce bezwiednie na jej brzuchu i spojrzał na nią z góry.
- Podoba ci się to? - spytała, wydymając wargi. - Molestowanie małych dziewczynek?
- Jesteś całkiem spora, jak na małą dziewczynkę - pochylił się nad nią i spojrzał wymownie w pewne strategiczne miejsce. Szkoda, że ma na sobie bluzę, przeszło mu przez myśl.
- A ty za ładny jak na pedofila - podniosła lekko głowę i dosłownie wychuchała mu w policzek. Spojrzała mu w oczy, a chwilę potem na usta i przygryzła wargę. Skłamałby, gdyby uznał, że go to nie kręci. W jego głowie już rozgrywały się kolejne sceny, jakby wyjęte prosto z prawdziwego amerykańskiego romansidła. Nawet nie zauważył, w którym momencie poluzował uścisk. Gdy ich twarze dzieliły zaledwie milimetry, Ari nagle położyła się z powrotem i gwałtownie podniosła biodra, tym samym zrzucając go z siebie.
Wstała, otrzepała się i usiadła z powrotem na huśtawce.
- Ała? - mruknął Chim Chim, leżąc na boku pod drugą huśtawką. Ariana posłała mu całusa i zaczęła się śmiać.
Warto cierpieć, pomyślał, obserwując jej uśmiechniętą twarz.
Wtedy nagle jego telefon zawibrował. W tym samym momencie spojrzeli na kieszeń jego bluzy, a chwilę potem wymienili spojrzenia. Jimin usiadł powoli, nie odwracając od niej wzroku i wyciągnął urządzenie. Jedna nieodebrana wiadomość. Od Taehyunga.
- Nie krępuj się - uśmiechnęła się do niego, a potem odwróciła wzrok i zaczęła się delikatnie huśtać.
"9:13 Nie wiem, gdzie poleciałeś, ale mam nadzieję, że pamiętasz o sesji. Masz jakieś 10 min. zanim zorientują się, że ciebie nie ma."
Zanim skończył czytać, otrzymał kolejną wiadomość.
"9:13 Run, Forest, Run!"
Spojrzał na dziewczynę, jednak ona dalej udawała, że ją to nie interesuje i wpatrywała się gdzieś przed siebie. Nie chciał iść. Z nią czuł się naprawdę dobrze. Tak jakby sama jej obecność odpędzała cały ten stres i wszystkie złe emocje.
Jak narkotyk.
Najgorsze było to, że chciał więcej.
Jednak musiał wziąć się w garść. Nie mógł pozwolić jednej małej zachciance zmarnować kilku lat ich pracy.
- Emm... Ja... - zawahał się.
- Musisz iść - dokończyła za niego, nagle się zatrzymując. Odwróciła się do niego i uśmiechnęła smutno.
- No... Tak. Przepra...
- Spoko. Ja też mam zaraz spotkanie.
Spotkanie?
- Ou... Okej. To się dobrze złożyło.
Chyba.
- To pa - kiwnęła do niego głową na pożegnanie, a potem zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Jimin jeszcze chwilę wpatrywał się w miejsce, w którym przed chwilą była, zanim do niego dotarło, co się właśnie stało.
Nie, tak naprawdę to kompletnie nie miał pojęcia, czego przed chwilą był świadkiem.  Wszystko rozegrało się tak szybko, że nawet nie zauważył, w którym momencie znowu został sam.
Wstał, otrzepał się i pobiegł z powrotem do dormu, po drodze próbując nie analizować tej całej dziwnej sytuacji.
Bezskutecznie.

16 kwietnia 2016

[DIS] #6 "Sleeping beauty"

- Śpisz? - usłyszał nagle cichy głos tuż obok swojego ucha. Natychmiast otworzył oczy i odwrócił się w stronę, z której dochodził szept. Jeszcze nie do końca przytomny, chciał podnieść głowę, jednak wtedy przywalił nią w coś twardego i z impetem upadł z powrotem na poduszkę.
- Ała, uważaj! - syknął Taehyung, masując się po nosie. Przez chwilę jeszcze pochylał się nad przyjacielem, a potem z naburmuszoną miną położył się z powrotem. Jimin przekręcił się w łóżku i zmarszczył brwi.
- Co robisz w moim łóżku?
- Iskam ci włosy?
- Pytam serio.
- Ładnie pachną. Zmieniłeś szampon?
- Tae...
- Nie mogłeś spać, więc przyszedłem cię przytulić.
- O czym ty do mnie gadasz? Która w ogóle jest godzina?
Jimin podniósł się lekko, żeby spojrzeć na zegarek na szafce, jednak Taehyung podniósł się razem z nim, skutecznie zasłaniając widok.
- Jeśli chcesz mnie wkurzać z rana...
- Twój telefon non stop wibruje. Obudził mnie. Oczekuję przeprosin.
- Co?
Taehyung zaczął znowu coś mówić, jednak Chim Chim już go nie słuchał. Sięgnął dłonią na szafkę, jednak była trochę za daleko, więc położył się na przyjacielu i już bez problemu chwycił swój telefon.,
"11:37: Ji, gdzie jesteś?", przeczytał i od razu przeleciał palcem przez resztę wiadomości od Jina i reszty załogi. Jeszcze nigdy nie miał tylu powiadomień.
Uśmiechnął się mimowolnie. Może to trochę narcystyczne, ale podobało mu się, że tyle osób się o niego martwiło. Nawet jeśli martwili się tylko dlatego, że zarabiał na ich pensje.
- Kto to? - usłyszał nagle. Spojrzał na Taehyunga. Nawet nie zauważył, kiedy przestał mówić i zaczął go uważnie obserwować.
Sprytna bestia, pomyślał i szybko zszedł z Tae. Chwycił mocno telefon i już miał wstać, gdy nagle ktoś złapał go za nadgarstek.
- Gdzie idziesz?
- Do łazienki.
- Z telefonem?
Jimin przewrócił oczami i wyślizgnął się z uchwytu.
- Nie chcesz mi się odwdzięczyć?
- Za co niby? - Jimin już zrobił kilka kroków w stronę drzwi i odwrócił się do kolegi.
- Że ogrzewałem cię w nocy?
Rudowłosy prychnął, a potem otworzył powoli drzwi i wyszedł z pokoju.
- Ej, ja tu umieram z ciekawości! - usłyszał jeszcze, zanim zdążył zamknąć drzwi. Pokręcił rozbawiony głową i ruszył do łazienki. Gdy już się tam znalazł, usiadł na ramie wanny i od razu wszedł z powrotem w nieodebrane wiadomości i przeleciał palcem do najnowszych. Jego wzrok przykuł dziwny numer, którego nigdy wcześniej nie widział.
"01:12 Cześć. Ari", przeczytał i od razu uśmiechnął się jeszcze szerzej. Od samego początku wiedział, że nie będzie mogła oprzeć się jego urokowi. Dokładnie tak było.
A przynajmniej próbował nie myśleć znowu "co by było gdyby".
"01:18 Pamiętasz mnie?"
"01:37 To twój numer, ChCh?"
"02:01 Okej, uznam, że mnie nie ignorujesz."
Jak długo nie spała?, pomyślał, z niepokojem obserwując zmieniające się godziny. Czemu w ogóle pisała do niego o tej godzinie? Nie ma przypadkiem zasady trzech dni? Chociaż już zdążył się przekonać, że z nią powszechnie znane reguły po prostu nie działają.
Napisała do niego jeszcze kilka bezsensownych wiadomości w nocy, a potem pojawiły mu się SMSy sprzed kilku minut.
"07:21 ChCh."
"07:21 Śpiochu niedorobiony."
"07:22 Nudzę się."
"07:26 Spotkajmy się w parku o 8."
Całkiem szybko poszło, pomyślał. Przez chwilę zastanawiał się, czy jej odpisać, ale ostatecznie schował telefon do kieszeni. Teraz niech ona się zastanawia.
Szybko ogarnął się w łazience i wrócił do pokoju. Taehyung ciągle leżał na jego łóżku, teraz jednak miętosił jego poduszkę, a gdy wszedł - od razu skierował na niego wzrok.
- Gdzie idziesz? - odezwał się w końcu, gdy Jimin zaczął grzebać w szafie. Jak na niego całkiem długo wytrzymał bez gadania.
- Upierdliwy jesteś, wiesz?
- Zawsze do usług.
Jimin ściągnął szarą, rozciągniętą koszulkę przeznaczoną do snu i wyciągnął z szafy białą koszulkę z napisem "masterpiece". Już miał ją założyć, gdy nagle coś wyrwało mu ją z dłoni i rzuciło w kąt pokoju.
- Nie ignoruj mnie - syknął Tae i skrzyżował ręce. - Chcę wiedzieć, co się dzieje.
- Nie spinaj się tak - odpowiedział spokojnie Jimin, mijając kolegę. Bez pośpiechu (chociaż wiedział, że zostało mu niewiele czasu do spotkania) podniósł koszulkę i ją założył, a potem odwrócił się z powrotem do Taehyunga. Ten dalej go obserwował z poważną miną, jednak w jego wzroku coś się zmieniło.
Naprawdę się martwił.
- Nie gap się tak. Czuję się nieswojo.
- Masz się tak czuć. Za to, że mnie olewasz.
- Tae, nie olewam.
- Ja to tak odczuwam. Zabawa zabawą, ale myślałem, że możemy sobie o wszystkim mówić.
- Przestań. Taeś, naprawdę mnie wkurzasz. Czemu zawsze musisz wszystko zauważać?
- Siódmy zmysł.
- Byłoby łatwiej jakbyś był tak głupi na jakiego się tworzysz w mediach.
- To miała być obelga?
- Nie, no coś ty. Ciężko jest mieć dwie twarze, ale ty opanowałeś to do perfekcji. Nie do końca fair, ale podziwiam. Nie wiem czy ja... - przerwał nagle.
Przecież właśnie robię dokładnie to samo, pomyślał. Dwie twarze. Boska i lepsza. Idol i chłopak z ulicy. Nie chcę tego. Nie chcę nikogo okłamywać.
Ale nie zawsze masz wybór. A co jeśli Tae również tego wyboru nie miał?
Trzeba będzie wrócić do tej rozmowy, zanotował w myślach. Kiedyś.
- Nie martw się, nie narobię sobie kłopotów - uśmiechnął się i chwycił swoją ulubioną bluzę w drodze do wyjścia. - Obiecuję, że kiedyś ci to wyjaśnię, ale teraz naprawdę muszę iść.
Poklepał V po ramieniu, a potem, bez zbędnego przedłużania, wyszedł z domu.

11 kwietnia 2016

[DIS] #5 "Comeback"

Powolnym krokiem przemierzał ulice Seulu. Ścieżki - może lepiej tak je nazwać, bo były tak wąskie, że nawet samochód ledwo by się w nich zmieścił. Widział szczęśliwe pary spacerujące w blasku gwiazd, psy i koty rozkoszujące się spokojem nocy, biegaczy, rowerzystów, rolkarzy, nawet starsze panie, które zawzięcie uprawiały nordic walking. Każda spotkana osoba wywoływała głupkowaty uśmiech na jego twarzy. Żałował, że nie mógł innym podarować tego uśmiechu - musiał założyć maskę, okulary przeciwsłoneczne i kaptur, żeby nikt go nie rozpoznał.
Nigdy wcześniej nie miał okazji, by spokojnie spacerować po mieście, pozostając przy tym niezauważonym. Co było strasznie głupie. Nie rozumiał, czemu menadżer ciągle im zabraniał wychodzić na takie przechadzki - jak widać przy dobrych środkach ostrożności, nawet on potrafi nie wzbudzać sensacji.
Wiedział, że pewnie wszyscy go szukają, od rana jego telefon ciągle wibrował, ale wcale mu się nie śpieszyło do domu. W końcu czuł się wolny. Te wszystkie harmonogramy, spotkania, ćwiczenia, praca właściwie 24/7 i to od ich debiutu... Zupełnie zapomniał, jak jego życie wyglądało zanim został trainee, a ten jeden dzień wystarczył, żeby kompletnie zatracił się we wspomnieniach.
Jednak gdy już trafiał do szufladki "wspomnienia z Busan", do jego myśli nagle wdzierał się obraz tłumów ludzi, którzy na niego czekali, którzy na niego liczyli - fani, wytwórnia, reszta zespołu... Nawet jeśli mu się to podobało, nie mógł uciekać wiecznie. To byłoby bardzo samolubne.
Dlatego właśnie nagle się zatrzymał. Zamknął oczy i powoli wciągnął zimne, nocne powietrze. Ah, jak żałował, że wcześniej nie padało. Albo, że nie mieszkali gdzieś w środku parku czy innego trawnika. Kochał te zapachy, zupełnie inne od tych panujących w garderobie czy na scenie, i chciał się nimi nacieszyć, zanim powróci do rzeczywistości.
Ale nie mógł dalej tego przedłużać, już i tak o kilka godzin za długo z tym zwlekał. Chodził w kółko tymi samymi drogami, specjalnie unikając tej prowadzącej do dormu. Teraz czas być mężczyzną, pomyślał. Zanim zdążyłby się rozmyślić, otworzył oczy, szybko podszedł do drzwi budynku i gwałtownie je otworzył.
- Jimin! - usłyszał głos Taehyunga, który zerwał się ze schodów i szybko do niego podbiegł. - Nic ci nie jest! - ucieszył się i przytulił go na powitanie.
- Bo nic ci nie jest, co nie? - spytał stojący za nim Hobi, uważnie przypatrując się przybyszowi.
- Szczerze to sam już nie wiem - Jimin uśmiechnął się na ich widok i poklepał V po plecach, a potem się odsunął i ściągnął swój kamuflaż.
- Jakiś taki szczęśliwy jesteś. Brałeś coś?
- Wyobraźnia cię ponosi. Śliczny dzień. Noc. Wszystko śliczne! Chyba czegoś takiego potrzebowałem.
- "Czegoś takiego" czyli czego? Co robiłeś?
- Spacerowałem. W końcu poczułem się jak Jimin-ja, a nie jak Jimin, ten z BTS.
- To ty się tam relaksujesz, a chłopaki wydzwaniają, zamartwiają się, Jin hyung nawet sam chciał cię szukać, ale menadżer nie chciał, żeby on też się zgubił...
- A gdzie on jest? - przerwał mu Jimin i zaczął już wchodzić po schodach.
- W pokoju pewnie.
Zanim odpowiedzieli, chłopak zdążył już przejść spory kawałek i pewnie ich nie usłyszał, ale wiedział doskonale, gdzie szukać swojego przyjaciela. Zapukał cicho, a potem wszedł do jednego z pokoi. Suga, który leżał na najbliższym łóżku, podniósł lekko głowę i uśmiechnął się.
- Znalazła się zguba. Dobrze, że nic ci nie jest - powiedział i podniósł kciuk do góry, kiwając przy tym głową z aprobatą, a potem, jak gdyby nigdy nic, położył się z powrotem.
- Taa, też się cieszę. A gdzie Jin hyung?
- Jimin! - zawołał najstarszy i zeskoczył ze swojego łóżka, zanim Chim Chim zdążył skończyć myśl.
- Hyung, ja...
- Przepraszam - dokończył za niego Jin.
- Tak - uśmiechnął się Jimin i wyciągnął w jego stronę rękę na zgodę. - To było głupie.
- Bardzo głupie - zaśmiał się najstarszy. Zignorował jego dłoń i przytulił go niepewnie. Jimin, zaskoczony, dopiero po chwili odwzajemnił uścisk.
- Nie rób tak więcej, nawet nie wiesz jak się martwiłem, gdy tak nagle zniknąłeś.
- Nie kłóćmy się.
- Wyjąłeś mi to z ust.
Przez chwilę przytulali się w ciszy. Jednak nie było im dane pogodzić się w ciszy.
Nagle do pokoju wpadł Taehyung i zepchnął ich z drogi, a potem szybko przeskoczył łóżko Sugi i schował się za nim. Tuż za nim wleciał Hobi, trzymając w dłoni butelkę i wykrzykując coś niewyraźnie. Zrobił krok w stronę V, jednak wtedy oberwał skarpetą w twarz.
- Wynocha z mojego pokoju! - wrzasnął Suga i przewrócił się w łóżku. Chłopcy kompletnie go zignorowali i po chwili skakali po łóżku Jina, wykonując przy tym jakiś dziwny taniec.
Czyli to, co zwykle, wyszczerzył się Chim Chim i od razu dołączył do swoich kolegów.


Cisza nocna nastała szybciej niż by tego chcieli. Mieli jutro sesję, więc musieli iść spać wcześniej. Jimin akurat mył zęby, gdy do łazienki wszedł Taehyung.
- A tak serio... - zaczął i również nałożył trochę pasty na szczoteczkę. - To co robiłeś?
- A szy fo fażne?
- Ważne. Jak wróciłeś wyglądałeś... No inaczej. I jestem ciekawy, co się tam działo. Bo chyba mi nie powiesz, że przez tyle czasu tylko spacerowałeś?
- A co jeśli tak było? - spytał Jimin po chwili, gdy wypłukał usta. Tae obserwował go uważnie, trzymając szczoteczkę z pastą i opierając się o wannę.
- To kłamiesz. Widzę to w tej twojej uroczej buźce.
- Próbujesz mnie zbajerować?
- A działa?
- Nie - zakończył lakonicznie rozmowę Jimin i wyszedł z łazienki, zanim temat zdążyłby się rozwinąć.
Właściwie to nie wiedział, czemu nie chciał powiedzieć o wszystkim Taehyungowi. Przecież on nigdy by go nie wydał, wręcz przeciwnie, mógłby mu pomóc w rozwijaniu tej relacji. Jak prawdziwy przyjaciel. Ale może podświadomie czuł, że to wszystko jest bardziej skomplikowane niż wygląda?
Że ona jest bardziej skomplikowana, pomyślał, kładąc się na swoim łóżku. Chwycił swój telefon i spojrzał na ekran. Prawie dwudziesta trzecia. Żadnych wiadomości.
Zmarszczył brwi. Przecież nie mogła zgubić jego numeru. Może chciała grać niedostępną? Chciała, żeby się martwił? Albo po prostu go olała, podpowiedział mu wewnętrzny głos, jednak chłopak szybko zakleił mu usta.
Czemu miałaby go olać? Był miły, przystojny i gorący. I postawił jej czekoladę.
Jutro na pewno napisze.
Na pewno.
A nawet jeśli nie, nic się nie stało. Spędzili miło czas, ale to tylko jedna z wielu. Wystarczy, że znowu wyjdzie na ulice i znajdzie się wiele chętnych, którym mógłby postawić czekoladę. Dopiero dzisiaj dotarło do niego, że to takie proste.
Odłożył telefon na szafkę i ułożył się wygodnie w łóżku.
Jimin, tygrysie, do boju, uśmiechnął się sam do siebie.

30 marca 2016

[DIS] #4 "Call me beybe"

- Dzięki za czekoladę - uśmiechnęła się do niego szeroko i stanęła przy tej samej ławce, przy której się poznali. Od tego momentu minęło kilka godzin i teraz w parku było całkiem sporo osób, jednak na szczęście nikt nie poznał Jimina. A przynajmniej nikt do nich nie podszedł. Przy gorącej czekoladzie oboje się szybko rozluźnili i chłopak mógł lepiej poznać cudzoziemkę. Sam jednak czuł się podle, bo musiał ją wiele razy okłamywać, żeby nie dowiedziała się o zespole i jego prawdziwym życiu. Wiedział, że prawda w końcu wyjdzie na jaw, ale chciał wykorzystać jej słodką niewiedzę póki miał taką szansę.
- Dzięki za wspaniałe towarzystwo - zsunął maskę na podbródek, a potem ujął delikatnie jej dłoń i zbliżył do swoich ust, tak jak to robią w zagranicznych filmach, jednak zanim zdążyło do czegokolwiek dojść, Ariana szybko ją zabrała i schowała do kieszeni bluzy.
- Oj nie słodź już, bo próchnicy dostanę.
- Psujesz klimat.
- Jaki klimat? - Ariana parsknęła śmiechem, a potem oparła się o plecy ławki i spojrzała na dzieci bawiące się na placu zabaw kawałek dalej.
- Chciałabyś tam pójść i się zabawić? - spytał, podążając za jej wzrokiem.
- Ty chyba masz chcicę, co nie?
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Miałem na myśli zjeżdżanie ze zjeżdżalni, huśtanie się i te sprawy, bezbożnico.
- Może innym razem - puściła do niego oczko, a potem ściągnęła plecak i położyła go przy ławce.
- To może odprowadzić cię...
- Nie. Dzięki, nie musisz.
- Nie zostawię cię tu tak po prostu. Gdzie ty w ogóle mieszkasz?
Wiedział, że przyjechała tu na praktyki taneczne, ale nie wspominała, gdzie nocuje. Nie śpieszyła się również, żeby wyjaśnić mu, co robiła w parku tak wcześnie. Ale nie martwił się. Rozmowa z nią trochę go ośmieliła. Widział, że w końcu mu powie, o ile będzie wystarczająco cierpliwy.
- Niedaleko.
- Gdzie?
- Z innymi praktykantami wynajęliśmy mieszkanie.
- To możemy się jeszcze przejść...
- Nie - przerwała mu. - Dzięki za wszystko, ale już sobie poradzę.
- Ari...
- Przestań się zachowywać jak mój ojciec. Czemu w ogóle ci na tym zależy?
Zamilkł. Nie miał pojęcia, co jej powiedzieć. Dla niego to było normalne, że chłopak opiekuje się dziewczyną, nieważne czy w ogóle się znają, czy lubią... Oddawanie bluzy, odprowadzanie do domu, regularne dzwonienie, by sprawdzić, czy wszystko okej... Nigdy nie miał okazji, by tego wszystkiego spróbować aż do tego dnia i nagle okazało się, że dziewczyny są zupełnie inne niż sobie wyobrażał.
Albo to ta dziewczyna jest inna niż wszystkie.
- Chciałabym jeszcze coś przemyśleć. Potem sama trafię do domu.
- O czym tak intensywnie myślisz?
Zawahała się. Nagle odwróciła się do niego i wbiła w niego wzrok. Jimin poczuł się trochę nieswojo. Nieczęsto ma tyle kontaktu wzrokowego z dziewczyną. Nie, to nawet nie chodziło o to, że jest dziewczyną, ale jej wzrok był... Nietypowy. Gdy na niego patrzyła, czuł się jakby próbowała wwiercić się do jego duszy. Czy tak było ze wszystkimi dziewczynami? Jeśli tak, to już wiedział, czemu do tej pory ich unikał.
- O przyszłości - szepnęła w końcu i uśmiechnęła się nieśmiało, a potem znowu spojrzała na plac zabaw.
- To już raczej zadręczanie się.
- Lubię myśleć.
- To niezdrowe. Im dłużej o czymś myślisz, tym więcej masz do myślenia. Takie błędne koło.
- Dziękuję. Za wszystko.
Zmarszczył brwi. Trochę zbiła go z tropu nagłą zmianą tematu. Robiła to zbyt często.
- Masz telefon? - spytał i tym razem to ona wyglądała na zdezorientowaną.
- Nie przy sobie. A co?
- Chodzisz na miasto bez telefonu?
- A po co mi? Po co ci mój telefon?
- No ciekawe, czemu mogłem o to spytać. - przewrócił oczami, a potem zaczął grzebać w kieszeniach bluzy. Wyciągnął z nich różne pierdółki - jakieś zgniecione paragony, zużyte chusteczki, klucze...
- Napiszesz mi swój numer? - spytał, wyciągając z tego bałaganu długopis, a resztę chowając z powrotem.
- Musiałeś o to spytać?
- A co? Nie chcesz się już ze mną spotkać?
- Nie! Znaczy nie. Po prostu... No nie pamiętam swojego numeru, okej?
- Weź mnie tak nie strasz.
- A ty nie przynoś mi wstydu.
- Ja? - chłopak parsknął śmiechem i pokręcił głową. Po chwili szczerzenia się do niej, sięgnął po jej dłoń. Na początku odsunęła się od niego, ale po chwili zrozumiała, o co mu chodzi.
Chwycił delikatnie jej nadgarstek i podciągnął rękaw bluzy. Położył miękko końcówkę pisaka na jej ciepłej skórze, a potem płynnymi ruchami zapisał swój numer. Gdy skończył, oboje jeszcze przez chwilę wpatrywali się w to "dzieło", zanim dziewczyna się ocknęła i z powrotem naciągnęła rękaw.
- Zadzwoń jak tylko będziesz już w domu, okej?
- Jasne.
Nastał ten moment. Pierwsze pożegnanie. Jimin próbował przypomnieć sobie jakiekolwiek wskazówki na ten temat. Co wypada, a co nie? Jak to zrobić? Jak dać odpowiedni sygnał? Cokolwiek? Czy to naprawdę musiało być tak skomplikowane? Przeklął się w duszy, że nie interesował się tym wcześniej.
Spojrzał na nią i zawahał się przez chwilę. Ale tylko przez chwilę.
Zrobił krok do przodu i pochylił się nad nią śmiało. Pierwszy raz czuł się tak wielki i silny. Nie był pewny, czy to dobrze, ale w tej chwili mu to nie przeszkadzało. Położył dłonie po jej bokach, na ławce, tym samym zmniejszając między nimi dystans. A ona nawet nie drgnęła. Może właśnie to go ośmieliło?
Otworzył dyskretnie usta, planując kolejny ruch, ale zachłysnął się nagłym atakiem zimnego powietrza i niezdarnie odkaszlnął w bok. Ariana uśmiechnęła się delikatnie, ale nic nie powiedziała. Wyprostował się i spojrzał w dół, prosto na nią. Mimowolnie położył dłoń na jej talii, równocześnie delikatnie przykładając usta do jej różowego policzka. Dziewczyna drgnęła i położyła dłonie na jego piersi, jakby chciała go odsunąć, ale tego nie zrobiła.
- Do zobaczenia - szepnął, wydychając ciepłe powietrze prosto w jej twarz. Uśmiechnął się i zrobił mały krok do tyłu, ale wtedy poczuł jej dłoń na dolnej części pleców, jakby chciała go przy sobie zatrzymać. Nie mógł jednak ryzykować, to i tak cud, że do tej pory nikt go nie rozpoznał.
Chwycił tą dłoń i przez chwilę gładził ją kciukiem, a potem nagle się odwrócił i ruszył szybkim krokiem w kierunku domu. Nie odwrócił się już do niej. Teraz musiał zająć się pewną niecierpiącą zwłoki sprawą.

23 marca 2016

[DIS] #3 "Lion"

- Ariano...
- Mów mi Ari - poprosiła, siadając na przeciwko niego. W kawiarence byli tylko oni i inna para, zbyt zajęta sobą, by ich zauważyć. W malutkim pomieszczeniu unosił się zapach ziaren kawy i czekolady, a przez niezbyt duże okna wpadały pierwsze promienie słońca. Jimin wybrał stolik - daleko od wejścia, przy ścianie i dodatkowo usiadł tyłem do okna. Chciał wykorzystać wszystkie możliwe środki bezpieczeństwa, żeby nie musiał się martwić o innych ludzi, którzy by go rozpoznali. Położył czarny plecak przy swoich nogach, a potem sięgnął po menu.
- Więc Ari, na co masz ochotę?
- Coś ciepłego.
- Dobry wybór, bo na tej karcie nie ma nic innego - uśmiechnął się do niej promiennie. - Co powiesz na gorącą czekoladę z truskawkami?
- Wolałabym zwykłą gorącą czekoladę.
Jimin zerknął na nią. Siedziała skulona nisko nad stołem i wpatrywała się w swoje menu. Koc nałożyła na głowę jak kaptur i opatuliła się nim ciasno, jeszcze ciaśniej niż wcześniej, o ile to możliwe. Chłopak odpiął zamek od swojej bluzy.
- Nawet o tym nie myśl - mruknęła cicho, a potem znowu zakaszlała. Jimin już ściągnął jeden rękaw, odsłaniając umięśniony biceps, ale wtedy Ariana wstała, pochyliła się nad stolikiem i go powstrzymała.
- Ani mi się waż. Bo wyjdę.
- Marzniesz.
- Ty też. Dżentelmen się znalazł. Przeżyję. Bywało gorzej.
- Gorzej?
Usiadła na swoim miejscu i spojrzała z powrotem na menu. Po chwili podszedł do nich kelner.
- Tylko gorąca czekolada - powiedziała Ariana, ale kelner spojrzał tylko na nią ze strachem w oczach i zaczął się jąkać.
- Spokojnie - zaczął po koreańsku Jimin, a kelner natychmiast odetchnął z ulgą. - Dwie gorące czekolady z... Lubisz bitą śmietanę? - zwrócił się do dziewczyny, a ona zaczęła od razu kręcić głową.
- Nie, tylko czekolada, nie chcę nic więcej.
- Tak więc z bitą śmietaną, rurkami... Macie pianki? Super. To wszystko, dziękuję. To Ari... - zwrócił się do niej, gdy kelner już odszedł z zamówieniem. -  Skąd jesteś?
- Przyjechałam ze Stanów - odpowiedziała szybko, nawet na niego nie patrząc.
- Naprawdę? Kiedyś byłem w Stanach. W LA, my... - zawahał się. - Odwiedzaliśmy z rodzicami rodzinę.
Nie mógł przecież powiedzieć jej prawdy. Zespół musi zostać tajemnicą, pomyślał.
- A skąd dokładnie jesteś?
- Mała wieś w Missisipi. Nie słyszałeś pewnie nigdy.
- Ale chętnie usłyszę.
Nie odpowiedziała.
- Czyli mieszkasz na wsi? Doisz krowy i takie sprawy?
- Doiłam. Kiedyś. Ale już się wyprowadziłam.
- Czyli jednak nie mieszkasz na wsi?
- Nie, już nie. Rodzice kupili mi kawalerkę, żebym nie musiała codziennie dojeżdżać godzinę na studia.
- O, a co studiujesz?
- Taniec. Jeśli to można nazwać studiowaniem...
- Naprawdę? Też jestem tancerzem! - zawołał radośnie chłopak. W końcu znalazł to "coś", ich wspólny temat.
Ariana podniosła nagle głowę i spojrzała na niego z szeroko otwartymi ustami, ale równocześnie z lekkim uśmiechem.
- Hip-hop? - spytał entuzjastycznie.
- Ogólnie wszystko tańczę, ale w nowoczesnych czuję się najlepiej.
- Popping i te sprawy?
- Kocham, szczególnie breakdance, coś na podobę akrobatyki i w ogóle.
- To może byśmy... - uciął nagle i się zarumienił. - Znaczy... My...
- Dwa razy czekolada z dodatkami - przerwał mu kelner, stawiając przed nimi zamówienie.
- Co to? - spytała dziewczyna, gdy kelner już odszedł kawałek.
- Nasze zamówienie.
- Chciałam tylko czekoladę.
- A masz dodatki gratis.
- Nie, ja nie...
- Przecież ja płacę, to chyba mogę trochę zaszaleć, co nie?
Ariana nic więcej nie powiedziała, przyglądała się tylko chłopakowi zdezorientowana.
- Co? - przerwał niezręczną ciszę Jimin. - Myślałaś, że będziesz płacić?
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami.
- Różne rzeczy się dzieją - powiedziała cicho po chwili. Koreańczyk zupełnie nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się jak rozpocząć dalszą rozmowę, bo przyjście kelnera kompletnie wybiło go z rytmu. Widział, że coś jest nie tak i nie chciał na razie poruszać niezręcznych tematów.
Jednocześnie poczuł się trochę... Lżej. Jak egoista, ale jednak lżej. Patrząc na nią, wyobrażał sobie straszne rzeczy. Kłótnię z rodzicami o chłopaka, która mogła zakończyć się wylądowaniem na ulicy. Albo bankructwo firmy, w której pracowała, przez co straciła środki do życia. A może chciała zasmakować przygody i wyjechała z rodzinnego miasta, ale nie spodziewała się, jak to może się skończyć?
Przy niej, jego problemy z zespołem stały się takie proste i nieważne. Nie nazwałby ich nawet problemami. Jutro i tak się pogodzą i wrócą do prób.
- Dziękuję - przerwała jego rozmyślania i z delikatnym uśmiechem, wzięła swoją czekoladę. Ewidentnie starała się to ukryć, ale Jimin od razu zauważył, ile radości jej sprawił. Od dawna nikogo tak nie uszczęśliwił. A przecież to była zwykła czekolada.
- To... Co mówiłeś? - spytała, zlizując bitą śmietanę z rurki.
- Nic takiego - mruknął i szybko wziął swoją czekoladę. Niepewnie ściągnął maskę, a potem wyciągnął pierwszą rurkę z czekolady. Kątem oka zauważył, że Ariana zaczęła mu się przyglądać z zaciekawieniem. Uśmiechnął się w myślach. Oblizał usta, a potem powoli zlizał trochę bitej śmietany z rurki, delikatnie muskając ją językiem. Nagle podniósł wzrok i po raz pierwszy złapał z dziewczyną prawdziwy kontakt wzrokowy. Już nie odwracała wzroku, wręcz przeciwnie, pożerała go swoim spojrzeniem. Po chwili cała się zarumieniła. Wyglądała jakby miała zaraz zemdleć, ale nadal twardo się w niego wpatrywała. Poczuł się niezwykle. Niezwykle dziwnie. Chyba sam się o to prosił. Jej piękne, zielone źrenice pożerały go łapczywie, a on nie mógł nic z tym zrobić.
Teraz już nie był pewny, kto tu był lwem.

20 marca 2016

[DIS] #2 "Heat-cold"

- Przestań na mnie wrzeszczeć!
- Chyba zapominasz, do kogo mówisz!
- Przepraszam bardzo, księżniczko, prawie mi przykro!
- Nie drzyjcie się tak - lider stanął między nimi, w jednej dłoni trzymając buta, a w drugiej okulary przeciwsłoneczne.
- On zaczął! - wrzasnął Jin, oburzony wyciągając rękę w stronę Chim Chima.
- Nawet się spokojnie ubrać nie można - mruknął Suga, zabierając od różowowłosego buta. Ziewnął niespiesznie, a potem ruszył gdzieś przed siebie.
- Nie jesteś pępkiem świata.
- Odszczekaj to, gówniarzu.
- Hej! Spokojnie, ludzie, błagam! - wrzasnął Rap Monster, znowu rozdzielając chłopaków. - O co wam w ogóle chodzi?! Pierwszy raz tak na siebie wrzeszczycie!
- Nic nie rozumiesz!
- Bo nie wiem nawet o co chodzi!
- Ten duuu...
- STOP! - wrzasnął Namjoon na całe gardło. Jin otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale lider przyłożył mu palec do ust i zaczął syczeć "cii".
- Nie chcę wiedzieć. Macie to rozwiązać między sobą, jak duże dzieci. Ale nie teraz, odetchnijcie, przemyślcie wszystko i wrócimy do tego później, jak już emocje opadną, okej?
- Spoko. Idę się przejść - burknął szybko Jimin, zanim najstarszy w ogóle zdążył otworzyć usta. Odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi.
- Jimin, jest trochę ciemno i...
- To nawet lepiej. Przynajmniej nie będzie tłumów.
Trzasnął drzwiami ze złością i zszedł, a właściwie raczej zbiegł schodami na parter budynku. Zdążył jeszcze w drodze chwycić i nałożyć swoją ulubioną, czarną bluzę z napisem "Supreme" na plecach. Naciągnął na głowę kaptur, a potem wyciągnął z kieszeni czarną maskę na twarz i ją szybko nałożył. Schował dłonie do kieszeni i ruszył szybkim krokiem wzdłuż ulicy.
Był strasznie nabuzowany. Już od dawna nie czuł tak wiele. Z jednej strony - endorfiny, ich występ, wygrana, radość, nie tylko ich, ale także fanów, a z drugiej - testosteron, który skutecznie podzielił ich zespół.
Wystarczyło kilka minut na świeżym powietrzu, by zobaczył, jak głupia i niepotrzebna była ta kłótnia. Wtedy zdenerwował się jeszcze bardziej, że w ogóle dał się ponieść. Ze złością kopnął puszkę, która z brzękiem upadła na środku ulicy.
Jak widać nie pieniądze czy jedzenie, a dziewczyna potrafi skłócić najlepszych przyjaciół, pomyślał z grymasem na twarzy. Jedna miła stylistka. Nic nieznacząca wymiana uśmiechów, spojrzeń. I że też to ona wpadła w oko najstarszemu. Gdy Jimin przywoływał w myślach jej twarz, nie widział nic niezwykłego. Czarne oczy, mały nosek, błyszczące usta... Dziewczyna jakich wiele. Już nawet nie był pewien, czy wyobrażał sobie ją, czy też jakąkolwiek inną Koreankę.
Przeklął pod nosem.
Dobra, powoli, pomyślał, zatrzymując się gwałtownie na środku dróżki w jakimś parku. Myśl, co jest prawidłowe w takiej sytuacji?
Powinieneś go przeprosić. Po prostu. Wrócić i przeprosić. Nie powinieneś się tak zachowywać. Musisz okazywać szacunek starszym. To było głupie i nigdy...
Zamachnął się noga, jakby chciał coś kopnąć, ale trafił jedynie w powietrze. Zaczął kręcić się powoli w miejscu, z głową podniesioną do góry. Musiał wyglądać dosyć śmiesznie, ale o tej porze nikogo nie było na zewnątrz, więc czemu miałby się tym przejąć?
Nie. To nie fair. Nic nie zrobiłeś. To on się na ciebie rzucił. Czemu niby masz być winny? Czemu masz przepraszać? Ten system jest głupi.
Warknął sam na siebie i odgarnął włosy z twarzy. Nagle przestał się obracać. Spojrzał prosto przed siebie i mimowolnie otworzył usta. Nagle ciemna, niebieska próżnia rozbłysła dziką czerwienią. Jakby ktoś wcisnął włącznik, pomyślał z uśmiechem na twarzy.
Krwista plamka wznosiła się powoli nad wieżowcami Seulu, rozjaśniając wszystko i wszystkich. Czuł, jak miasto wstaje do życia. Nie chciał wracać. Nie pamiętał, kiedy ostatnio widział wschód słońca. Na pewno nie miał takiej okazji odkąd zostali trainee, a wcześniej, w szkole? To było zaledwie kilka lat temu, a czuł się jakby był idolem przez wieki, przez całe swoje życie. Straszna perspektywa. Jasne, miał sławę, przyjaciół, właściwie wszystko, czego by zapragnął, ale czuł się jakby nadal czegoś w nim brakowało, najważniejszego trybika.
A teraz w końcu czuł się na siłach, by znaleźć tą brakującą cząsteczkę. Chociaż jedyne co na razie robił to pochłanianie promieni słońca.
Nic nie zrobiłeś, powtórzył sam do siebie, wracając myślami do Jina i ich kłótni. Nie myśl o tym. Skup się na teraz. Jesteś wolny. Możesz wszystko. Możesz...
Nagle usłyszał za sobą chrapliwy kaszel. Odwrócił się zaskoczony.
Na ławce kilka metrów dalej ulokowała się drobna dziewczyna, o długich włosach w kolorze czekolady, zawzięcie oplatających jej twarz. Siedziała z kolanami podciągniętymi pod brodę, przykryta kocem w ciepłych barwach, nie poruszając się, nie zwracając na siebie uwagi.
Chłopak rozejrzał się. W okolicy nie było nikogo. Dosłownie nikogo. Tym bardziej zdziwiła go jej obecność.
Wpatrywała się nienaturalnie zielonymi oczętami gdzieś przed siebie. Na wschód słońca? Może się zgubiła? Albo na kogoś czeka? Ale o tej godzinie?
Jej wzrok był tak pusty, nieobecny, że chłopak nie potrzebował nic więcej, żeby podjąć decyzję.
- Hej! - zawołał, a nieznajoma lekko drgnęła i zwróciła na niego wzrok, ale nie odpowiedziała. Koreańczyk podszedł do niej powoli.
- Cześć - powtórzył, siadając obok niej na ławce. Dziewczyna przełknęła ślinę i odsunęła się kawałek.
- Spoko, nic ci nie zrobię.
- Nie, ja... - zaczęła po angielsku, najwyraźniej trochę skołowana całą sytuacją. - Nie mówię po koreańsku, nie jestem stąd.
- Widać, delikatnie mówiąc - odpowiedział jej po angielsku, nie odwracając wzroku, co ona robiła notorycznie. Co chwilę zerkała na niego, a potem gdzieś w bok, jakby nie była pewna, co zrobić.
Właściwie to całkiem mądre, pomyślał i przyjrzał się jej uważnie. Nie wyglądała jak Azjatka. Nie chodzi nawet o budowę twarzy, bardziej zbliżoną do Europejki czy Amerykanki, ale jej postawa, wyraz twarzy mówiły wszystko. Nawet w takiej sytuacji, gdy siedziała skulona na ławce w środku wielkiego miasta, nie czuł od niej lęku. Była zdezorientowana i nieufna, może trochę nieśmiała, ale w jej oczach nie widział ani krzty strachu. Nie wiedział tylko, czy to aby na pewno dobrze.
- Co tam u ciebie? - zagadał w końcu, gdy nic lepszego mu nie przyszło do głowy.
- Nic - burknęła i schowała buzię w kocu. Jimin podciągnął kolana na ławkę i przyjął tą samą pozycję, co nieznajoma.
- Też bym chciał takie nic. Nie wiem, czy po mnie widać, ale jestem teraz strasznie wkurzony. Pokłóciłem się z kolegą.
Jimin przerwał na chwilę, czekając na jakąś reakcję, ale dziewczyna tylko cicho mruknęła.
- Ale to raczej nic wielkiego.
Zamilkł. Co jeszcze mógł powiedzieć, żeby zwrócić jej uwagę?
Dziewczyna patrzyła gdzieś w trawę i ewidentnie starała się go spławić. I pewnie normalnie by jej pozwolił. Ale dzisiaj nie był w humorze, by dać za wygraną.
Spojrzał na nią z profilu, uważniej. Miała drobny nosek, zaczerwieniony od mrozu, lekko połyskujące usta i gładką skórę. Wyglądała jak wycięta z okładki Elle czy czegoś takiego. Idealnie. Coś mu tu nie pasowało. Człowiek nie może być idealny, nie w prawdziwym świecie. Jednak ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem.
- Chyba mam kaca - przerwała w końcu ciszę dziewczyna, a potem odkaszlnęła. - Zresztą nie wiem, nie pamiętam.
- Kaca? - Jimin parsknął śmiechem, ale gdy tylko dziewczyna na niego spojrzała, zrobił poważną minę i pokiwał głową ze zrozumieniem.
- No.
- To nieźle musiałaś wczoraj zabalować.
Jednak nic nie było po niej widać. Żadnego rozmazanego makijażu, sińców pod oczami, właściwie to wyglądała lepiej niż większość Koreanek o tej porze.
- Boli cię głowa?
- Co ty robisz?
- Co? - spytał i zmarszczył brwi, nie bardzo wiedząc, o co jej chodzi. Dziewczyna rzuciła na niego okiem, a gdy on złapał jej spojrzenie, od razu odwróciła się do niego plecami.
- Nie jest ci tu trochę zimno czy coś?
- Nie widzisz, że próbuję cię spławić...?
- Chim Chim jestem - przerwał jej i wyciągnął w jej stronę dłoń. Dziewczyna spojrzała na nią podejrzliwie i zmarszczyła nos.
- Nie szukam przyjaciół.
- To dobrze, ja też nie. Ale chyba możemy spędzić fajnie razem czas? I tak nie mam za bardzo gdzie iść, a do domu wracać na razie nie chcę.
- Może ja wolę spędzić czas sama?
- Nie sądzę. Wtedy już by cię tu nie było - uśmiechnął się szeroko i podniósł wyciągniętą dłoń wyżej. Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę, a potem westchnęła głośno, wygramoliła swoją dłoń spod koca i uścisnęła dłoń Jimina.
- Ariana.
- Niezbyt koreańsko.
- Nie jestem stąd.
- To już wiem - poczekał chwilę, jakby chciała coś powiedzieć, a potem kontynuował. - Nie chcesz rozwinąć tematu?
Po chwili ciszy, Ariana znowu wyciągnęła dłoń spod koca i zakaszlała w rękaw szarej bluzy, którą miała na sobie, a potem wytarła niezdarnie nos. Jimin westchnął cicho.
- Czy nasza nie-stąd da się zaprosić na gorącą czekoladę?
- Ja...
- Żartowałem, nie masz zbyt wielkiego wyboru - przerwał jej, wstając żwawo z ławki. Chwycił czarny plecak, który leżał pod ławką i nałożył go szybkim ruchem na plecy, zanim ktokolwiek zdążyłby zaprotestować. Ariana otworzyła lekko usta i spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.
- Idziemy? - wyciągnął w jej stronę dłoń, jakby chciał poprosić ją do tańca. Dziewczyna zerknęła na nią, a po chwili wstała i kiwnęła głową, uważnie obserwując Jimina. Cóż, z maską i kapturem na pewno nie wyglądał jak chłopak z sąsiedztwa. Sięgnął dłonią, by ściągnąć maskę, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Przed oczami mrugnęły mu tysiące dziewczyn, z koncertów, z lotnisk, z każdego miejsca, gdzie tylko się pojawiali, gotowe w każdej chwili stratować każdego, kto stanąłby między nimi, a ich "biasem", "oppą", czy jakkolwiek nazywały swojego ulubionego członka zespołu. Było to niesamowite i przerażające zarazem.
- To... Co robisz w parku tak wcześnie? - zawahał się. Przez sekundę, dosłownie sekundę, w jego głowie pojawiła się myśl, że nie powinien tego robić. Ryzyko, że coś pójdzie nie tak, było ogromne. Przecież może zniszczyć jej życie. Ale wtedy usłyszał jej spokojny oddech i pewne kroki podążające za nim i chociaż nadal mógł się wycofać, nie zrobił tego.
- Możemy nie rozmawiać? - usłyszał jej głos i natychmiast powrócił na ziemię. Spojrzał na nią zaskoczony. Chwyciła jego spojrzenie i od razu zaczęła kręcić głową i się tłumaczyć.
- Nie, znaczy, nie o to mi chodziło! Po prostu... Tu jest za zimno na rozmowy. Język mi zamarza.
Odwróciła wzrok zanim zdążyła dokończyć. Przez jego głowę przeleciało wiele pojedynczych myśli zanim parsknął śmiechem i pokiwał głową z uśmiechem. Skupił się na drodze przed nimi. Ariana szła, a właściwie dreptała opatulona ciasno kocem, kawałek za nim, jakby nie chciała iść ramię w ramię. Cóż, możliwe, że w ogóle nie chciała gdziekolwiek iść. Jimin co chwilę zerkał na nią, pilnując żeby się nie zgubiła. Jeszcze tego nie wiedziała, ale właśnie wpadła do paszczy lwa.

20 marca 2016

[A Day In Seoul] #1 "Flash"

Blask oślepił go niespodziewanie. Przymknął na chwilę oczy, ale szybko je otworzył. Zdjęcia musiały wyjść dobrze. Uśmiechnął się zalotnie, a potem przeczesał dłonią włosy w kolorze marchewki. Oblizał usta, powoli i dokładnie, żeby każdy aparat zdążył to zarejestrować. Kątem oka zauważył, że reszta grupy już ruszyła dalej, więc szybko do nich dołączył. Gdy tylko zniknęli w wejściu zza kulisy, przetarł delikatnie oczy. Nie chciał zniszczyć makijażu, ale nie mógł się powstrzymać.
- Wychodzimy za pięć minut. Ostatnie poprawki! - usłyszał głos managera gdzieś z oddali. W garderobie było tyle ludzi, że sam nie wiedział, co ze sobą zrobić. Spojrzał na telewizor wiszący niedaleko. Właśnie występował jeden z młodszych zespołów. Całkiem utalentowany. Nie byli aż tak zsynchronizowani, ale układ mieli nawet ciekawy. Kątem oka zobaczył w dolnym rogu błyskający napis "BTS 27.10". Uśmiechnął się szeroko na samą myśl, ile już zdążyli osiągnąć. Dzisiaj zaczynał się kolejny etap ich kariery. Był gotowy.
Nagle podeszła do niego młoda kobieta, która bez pytania zaczęła psikać mu czymś we włosy. Odruchowo zacisnął powieki. Kobieta drgnęła przerażona i złapała go za ramię.
- Wszystko w porządku?
- Tak, trochę się tylko przestraszyłem - uśmiechnął się do niej.
- Przepraszam, nie...
- Nie, nie martw się. Nie jestem przecież z cukru.
- Oh... - mruknęła, poprawiając grzebieniem jego fryzurę. - Dzięki.
- Co? - zmarszczył brwi i spojrzał na nią.
- Że mnie nie zwyzywałeś od najgorszych.
- Nawet o tym nie pomyślałem.
- Widocznie nie wszystkie boysbandy są takie rozpieszczone.
- Nie wszystkie są zamknięte w złotej klatce - poprawił ją i spojrzał na Taehyunga, tańczącego jakiś dziwny, autorski układ przed lustrem. Po chwili dołączył do niego Hobi, perfekcyjnie naśladując jego połamane ruchy.
- Na scenę! Wszyscy!
- Muszę iść.
- No... Tak. Powodzenia. Będę głosować na Run.
Ukłonił się jej lekko, a potem ruszył za resztą zespołu.
Na podbój tego wieczoru.
© Halucynowaa | WS | X X X